Śniłam dzisiaj piękny sen - krosno nawleczone, a praca szła spokojnie i bezproblemowo. O jakże piękne wzory się tkały...
A potem dostałam klockiem w głowę. Dosłownie.
Zapamiętać na przyszłość: przed pójściem spać upewnij się, że w dziecięcym łóżeczku nie znajdują się żadne ciężkie przedmioty.
Podobno nic tak nie stawia z rana na nogi, jak kubek gorącej kawy... Sprostowanie - stawia... Klocek celnie trafiający w głowę. Piłkarz czy koszykarz z tego mojego dziecka wyrośnie?
W każdym razie marzenia senne poszły w odstawkę, a ja musiałam się zająć swoją codziennością, która chwilowo daleka jest od krosien, tkania, itp. I tylko z tęsknota podpatruję, jak inni chwalą się pięknymi krajkami, materiałami i innymi utkańcami. Ale obiecuję sobie, że jak tylko zwolni mi się kawałek podłogi (który w niedalekiej przyszłości zajmie choinka) odkurzę swoje krosno pionowe i wreszcie zmierzę się z tym wyzwaniem.
A może uda się tak i jedno, i drugie?
Drogi św. M., jakbyś przypadkiem planował wpaść z wizytą i uznał, że w tym roku byłam wystarczająco grzeczna to ja się nie obrażę za >>taki malutki prezent<<. Serio, serio. Nawet miejsce w domu znajdę. To jak? Da radę?
No nic... Idę sobie. Nie mam się czym pochwalić, a temat różnych wariantów tkania zarzynam tu do znudzenia, więc.. ekhm... subtelnie oddalę się tam, gdzie krosna nawleczone tylko czekają, by na nich tkać i tkać... i tkać...
Tylko najpierw przeszukam łóżeczko syna... Wolę jednak, jak budzi mnie w mniej inwazyjny sposób.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz